Forum Forum przeniesione Strona Główna Forum przeniesione
Młodzi Przyjaciele RM
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Nadzieja Fatimy

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum przeniesione Strona Główna -> Czytelnia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Łukasz L.
Gość





PostWysłany: Wto 3:00, 19 Lut 2008    Temat postu: Nadzieja Fatimy

Nadzieja Fatimy


fot. R. Sobkowicz

czyli nowe fakty, które czynią z objawień fatimskich mapę do nowego świata
Wielka rocznica objawień fatimskich dobiega końca. Może dziwi fakt, że związane z nią obchody otrzymały tak uroczystą rangę. To przecież "tylko" 90. rocznica "tylko" prywatnych objawień. A splendor, jaki otoczył tegoroczne uroczystości związane z Fatimą, jest ogromny. Rozpoczęciu obchodów i ich zakończeniu przewodniczy legat papieski, oddaje się na potrzeby rosnącego kultu nową fatimską świątynię mogącą pomieścić 8 tys. wiernych, przygotowuje się wielkie oratorium o objawieniach fatimskich, organizuje kongresy z wieńczącą wszystko międzynarodową konferencją "Fatima na wiek XXI". Obchody rocznicy objawień trwają w niemal każdym zakątku ziemi. Także w Moskwie...


Dlaczego słowo "Fatima" wypowiada się w tym roku tak głośno? Są tacy, którzy twierdzą, że nie można było czekać do setnej rocznicy objawień, w ciągu najbliższych dziesięciu lat wydarzy się bowiem zbyt wiele, a obchody stulecia przyjścia Maryi do zapomnianej wioski w Portugalii będą już może tylko wielkim "Te Deum" śpiewanym przez nas za to, jaką rolę w planach Bożej Opatrzności odegrały fatimskie objawienia. Nie minie dekada, a będziemy mówić o Fatimie w kategoriach spełnionych obietnic? Tak prorokował m.in. ks. Mirosław Drozdek, kustosz orędzia fatimskiego w Polsce, zmarły na początku tegorocznych obchodów fatimskich. Umierając, zapewniał, że nie minie parę lat, a z Fatimy wyjdzie światło, które ujrzy cała ludzkość. Tłumaczył, że nie ma chwili do stracenia, że trzeba się spieszyć, że ludzie muszą usłyszeć słowo "Fatima".
A jeśli Fatima ma przed sobą jeszcze wiele rocznic? I jeśli wcale nie jest dziś najważniejsza? Czy warto poświęcać jej aż tyle uwagi? Rzeczywiście, nie ma pewności, że Fatima to pierwszy głos w wielkim chórze współczesnych znaków czasu. To wie tylko Bóg. Nam, Jego stworzeniom zanurzonym w rzekę czasu, odpowiedź przyniosą najbliższe lata. Ale przecież lepiej zakładać, że Fatima przeniosła w XXI w. swe orędzie nie tylko jako wciąż aktualne, lecz jeszcze bardziej naglące - orędzie dla naszego pokolenia! Bo jeśli je zlekceważymy, a zapowiedzi wypełniania się Fatimy okażą się prawdą, za kilka lat staniemy bezradni i zupełnie nieprzygotowani wobec rozpoczynającej się lawiny wydarzeń. Jeśli zaś zaangażujemy się w Fatimę, a stamtąd wybuchnie światło, to będziemy mogli tylko dziękować Bogu za tegoroczną głośną rocznicę objawień i za to, że kustosz sanktuarium w Zakopanem powiedział nam na koniec tak mocne słowa o roli Fatimy w nadchodzących latach. A jeżeli tego typu prorocze zapowiedzi okażą się nieprawdziwe? Wówczas nasze zaangażowanie w zgłębianie orędzia fatimskiego i tak nie będzie czasem straconym! Jan Paweł II zapewniał, że jest to najważniejsze, obok przesłania o Bożym Miłosierdziu, orędzie dane współczesności. Nie można go lekceważyć.

Wincenty Łaszewski

Źródło: [link widoczny dla zalogowanych], 13-14 października 2007 r.


Ostatnio zmieniony przez Łukasz L. dnia Nie 8:44, 24 Lut 2008, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Łukasz L.
Gość





PostWysłany: Wto 3:01, 19 Lut 2008    Temat postu:

Niepokalane Serce zatryumfuje


Słowo wstępne Ojca Świętego Benedykta XVI do książki ks. kard. Tarcisio Bertonego i Giuseppe de Carli "Ostatnia widząca z Fatimy" (L'ultima veggente di Fatima, Milano 2007)

Do kard. Tarcisio Bertonego Sekretarza Stanu
Na stronach książki "Ostatnia widząca z Fatimy" przywołujesz, Czcigodny Bracie, tak wiele wspomnień, aby nie stanowiły one tylko cennego zbioru przeżyć osobistych, ale mając na uwadze wydarzenia, które wywarły wpływ na Kościół u schyłku XX wieku, zachowały się w zbiorowej pamięci jako ślady nie pozbawione znaczenia w jego ziemskiej historii. Istotnie, rozdział, który porusza opublikowanie trzeciej części tajemnicy fatimskiej, przeżywaliśmy wspólnie w tym pamiętnym czasie, jakim był Jubileusz 2000 roku: ja, jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary, i Ksiądz, jako sekretarz tej samej dykasterii. Wielki mój poprzednik, Jan Paweł II, bogaty w natchnienia prorockie i osobiście przekonany, że "Matczyna dłoń" Maryi zmieniła kierunek lotu kuli, która mogła okazać się dla niego śmiertelna, zauważył, że nadszedł moment uchylenia zasłony tajemnicy okrywającej ostatnią część sekretu przekazanego przez Maryję trojgu pastuszkom z Fatimy. Odpowiedzialna była za to Kongregacja Nauki Wiary, która przechowywała cenny dokument spisany przez siostrę Łucję.
Był to czas światła nie tylko dlatego, że orędzie mogło w ten sposób dotrzeć do wszystkich, lecz także dlatego, że została tym samym ujawniona prawda w niejasnym splocie interpretacji i spekulacji o charakterze apokaliptycznym, które pojawiały się w Kościele, powodując więcej zamętu wśród wiernych aniżeli zachęty do modlitwy i do pokuty. Jednak z drugiej strony można było stwierdzić pocieszający wzrost pobożności Maryjnej, autentycznego źródła życia chrześcijańskiego wokół niewielkiego sanktuarium znajdującego się w Fatimie, i we wszystkich częściach świata, w których nabożeństwo do Maryi, pod wpływem objawień fatimskich, ugruntowywało się głęboko w wierze ludu, zapraszając mężczyzn i kobiety do poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi.
Rozmowy między widzącą, ostatnią żyjącą z trojga pastuszków, a Księdzem jako biskupem wysłanym przez Papieża nie były jedynie ważnym sprawdzeniem prawdziwości faktów, lecz także okazją do poznania czystej świeżości duszy siostry Łucji, mądrości serca typowej dla jej kobiecości, przeniesionej na mocną wiarę chrześcijańską. Także poprzez doświadczenie tej pokornej zakonnicy ujawnia się rola Maryi Dziewicy, która prowadzi chrześcijanina Matczyną ręką przez trudności życia.
Osobiście przystąpiłem do opracowania komentarza teologicznego do wydarzeń, po intensywnej modlitwie i głębokiej refleksji nad autentycznymi słowami trzeciej części tajemnicy fatimskiej zawartymi na kartkach zapisanych przez siostrę Łucję. Podsumowaniem i streszczeniem tego komentarza pozostaje pocieszająca obietnica Najświętszej Panny: "Moje Niepokalane Serce zatriumfuje". Napisałem: "Maryjne fiat, słowo Jej Serca, zmieniło historię świata, ponieważ w ten sposób wydany został Zbawiciel - ponieważ dzięki temu 'tak' Bóg mógł stać się Człowiekiem w naszej przestrzeni i w tym czasie pozostać na zawsze". I jeszcze: "Odkąd sam Bóg ma ludzkie serce i dzięki temu skierował wolność człowieka ku dobru, ku Bogu, skłonność do zła nie ma ostatniego słowa". Fatimskie orędzie jest tego kolejnym potwierdzeniem.
Proszę o opiekę Panią Fatimską dla wszystkich tych, którzy zainteresują się świadectwem proponowanym w tej książce, a księdzu kardynałowi i doktorowi Giuseppe de Carli, którzy dzielili trud zredagowania tych wspomnień, udzielam apostolskiego błogosławieństwa.

Tłum. WL

Źródło: [link widoczny dla zalogowanych], 13-14 października 2007 r.


Ostatnio zmieniony przez Łukasz L. dnia Nie 8:44, 24 Lut 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Łukasz L.
Gość





PostWysłany: Wto 3:02, 19 Lut 2008    Temat postu:

Historia w świetle nowych faktów


Objawienia fatimskie to fenomen nadprzyrodzony, nieporównywalny z żadnym innym. Im dalej historia odsuwa się od roku 1917, tym ogłoszone wtedy przez Niebo orędzie staje się bardziej aktualne. Więcej: nie tylko nie traci ono na znaczeniu, ale staje się jeszcze bogatsze! Dziś wiemy o Fatimie nieporównanie więcej, niż wiedział cały wiek XX. Światło dnia ujrzały nowe dokumenty, które ukazują te objawienia w nowy sposób. Dysponujemy kilkoma tomami "Dokumentów fatimskich", ostatnimi refleksjami Siostry Łucji ("Jak postrzegam Przesłanie przez pryzmat czasów i wydarzeń"), wspomnieniami karmelitanek z Coimbry ("Siostra Łucja. Wspomnienie o jej życiu"), wywiadem z Paulą Branca, lekarzem opiekującym się wizjonerką przez ostatnie piętnaście lat (udzielonym ks. Robertowi Foksowi w Południowej Dakocie w maju 2007 r.). Opublikowano bogate materiały o życiu wewnętrznym Siostry Łucji ("Ukryte życie Siostry Łucji"), zaczęto też uchylać drzwi do celi Siostry Łucji, największego świadka i apostoła Fatimy.
Nad Fatimą rozbłysły nowe reflektory. Ich światło w nowy sposób ukazuje nam ten "wybuch nadprzyrodzoności", chyba rzeczywiście największy od czasów apostolskich.

Źródło: [link widoczny dla zalogowanych], 13-14 października 2007 r.


Ostatnio zmieniony przez Łukasz L. dnia Nie 8:44, 24 Lut 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Łukasz L.
Gość





PostWysłany: Wto 3:02, 19 Lut 2008    Temat postu:

13 maja 1917 r.
"Odmawiajcie codziennie różaniec"


fot. arch.

"Ujrzeliśmy na skalnym dębie Panią w białej sukni, promieniującą światłem jaśniejszym od słońca. Byliśmy tak blisko, że znajdowaliśmy się w obrębie światła, które Ją otaczało lub którym Ona promieniowała, mniej więcej w odległości półtora metra.
'Nie bójcie się, nic wam nie zrobię. Jestem z nieba. Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez sześć kolejnych miesięcy, dnia trzynastego o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz.
Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośbę o nawrócenie grzeszników?
Będziecie musieli wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą.
Odmawiajcie codziennie Różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny".


Nad niewielką osadą położoną w oddalonej od bitych dróg malowniczej okolicy wstawało słońce. Była majowa niedziela, pełna śpiewu ptaków, zapachu kwiecia, a także prostej radości, że Bóg dał ludziom Maryję za Matkę. Mieszkańcy Fatimy i okolicznych przysiółków, także tego o dźwięcznej nazwie Aljustrel, przybyli tłumnie do parafialnego kościoła, by chwalić Boga za Jego miłość i dobroć. Fatima to jedno z tych miejsc w Portugalii opanowanej ówcześnie przez masonerię, w których wbrew państwowym dekretom żyło się Ewangelią (niech wystarczy powiedzieć, że nie znano tam kradzieży!), gdzie gorliwie praktykowano wiarę (parafialna świątynia była zawsze pełna, a Bóg był jednym z głównych tematów rozmów tych ludzi) i gdzie kochano Maryję całym sercem (dość przypomnieć piękne maryjne śpiewy, które codziennie wypełniały tamtejsze domy).
Wśród tych, którzy 13 maja wypełniali kościół w Fatimie, znajdowało się rodzeństwo: 7-letnia Hiacynta i 9-letni Franciszek Marto, oraz ich kuzynka 10-letnia Łucja dos Santos. Po powrocie do domu trójka dzieci wyruszyła do Cova da Iria - pagórkowatej okolicy zwanej Doliną Pokoju, by pilnować pasących się owiec. Cova da Iria pokrywały gaje oliwkowe, znajdował się tam również pokaźny warzywnik uprawiany przez rodziców Łucji. Tam właśnie, na łagodnym stoku ukazała się dzieciom Matka Najświętsza. Łucja zapisała we wspomnieniach: "Ujrzeliśmy na skalnym dębie Panią w białej sukni, promieniującą światłem jaśniejszym od słońca. Byliśmy tak blisko, że znajdowaliśmy się w obrębie światła, które Ją otaczało lub którym Ona promieniowała, mniej więcej w odległości półtora metra". Potem, gdy Maryja otworzy swe dłonie, to silne światło zostanie im przekazane, dotrze do najgłębszej głębi ich dusz i spowoduje, że dzieci - pisze Łucja - ujrzą siebie w Bogu, który jest tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle. Nic dziwnego, że to światło będzie potem przedmiotem licznych rozważań najstarszej wizjonerki, potem karmelitańskiej zakonnicy. W jednej z refleksji związanej z objawieniami fatimskimi napisze, że światło to było tak potężne, że jego promienie przypominały błyskawice spadające z nieba podczas burzy. Było ono tak silne, tak pełne energii, że aż oślepiało! Oślepiało, byśmy przestali widzieć wszystko z perspektywy doczesności i mogli zobaczyć Boga...
Wejście dzieci w świetlany krąg było mistycznym doświadczeniem trwania w Bogu. Tak oto Matka Najświętsza, jeszcze nim wypowiedziała pierwsze słowa, już dała ludziom wielką lekcję teologii: Maryja jest Święta i Niepokalana, bo przepełnia Ją Bóg i Jego łaska. Więcej: im bliżej staniemy Matki Bożej, tym pełniej będziemy żyć w obecności Bożej! Jeszcze więcej: kiedy dzieci fatimskie widziały to światło Boże, widziały przychodzącą Maryję. Jakby Bóg i Jego łaska przybierały w Fatimie "postać Matki Najświętszej". Może brzmi to dziwnie, ale przecież równie dziwnie przedstawia się teologia Jana Pawła II, który pisał, że dziś Opatrzność Boża - a także Boże Miłosierdzie - przybierają postać Najświętszej Maryi Panny, Matki Jezusa i naszej.
Warto o tym pamiętać, gdy nam, Polakom, zarzuca się "nieteologiczną" pobożność maryjną. Przecież sam Papież Benedykt XVI potwierdził słuszność naszej maryjnej drogi, kiedy na Jasnej Górze śpiewał wraz z nami loretańską litanię, klęcząc przed Najświętszym Sakramentem! Bo kiedy mówimy do Maryi, nasze myśli biegną zawsze do Jej Syna! Tak było też w Fatimie, gdzie bycie blisko Matki Najświętszej oznaczało wejście w krąg Boży, a bycie blisko Boga było objawieniem się Jego Matki.
Wróćmy do pierwszego spotkania Matki Bożej Fatimskiej z dziećmi. Pierwsza zaczęła mówić Maryja: "Nie bójcie się, nic wam nie zrobię. Jestem z nieba. Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez sześć kolejnych miesięcy, dnia trzynastego o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz".
Dlaczego Maryja zstąpiła z nieba? Z jakim orędziem przysłał Ją miłujący Ojciec? Dzieci miały przychodzić do Doliny Pokoju, by przyjąć i przekazać światu niezwykłe przesłanie, które Jan Paweł II nazwał "orędziem wieku". Uczyniło ono Fatimę objawieniem najważniejszym w dziejach Kościoła. Dziś wiemy, że zostało ono dane jako ratunek dla współczesnego świata.
Dziś, gdy od tamtych wydarzeń dzieli nas niemal stulecie, wiemy już o Fatimie dużo. Wiemy, że jako miejsce swych objawień Maryja wybrała Dolinę Pokoju, bo Jej orędzie miało dać światu pokój. Wiemy też, że owe "potem powiem, kim jestem i czego chcę" odnosi się do ostatniego objawienia w Fatimie, w którym Maryja ogłosiła, że Ona jest Matką Bożą Różańcową, a my mamy przestać obrażać Boga, już i tak zanadto obrażonego. Zaś Maryjne "siódmy raz" kieruje naszą uwagę na objawienie, o którego istnieniu dowiedzieliśmy dopiero pół roku temu! A potem Matka Najświętsza dopełnia Fatimę w hiszpańskiej Pontevedra (1925) i Tuy (1929), gdzie objawia swe dwa wielkie żądania: odprawianie nabożeństwa wynagradzającego do Jej Niepokalanego Serca i poświęcenie się temuż Niepokalanemu Sercu.
Fatima to wezwanie do wynagradzania Bogu za grzechy. Zwróćmy uwagę, że wątek wynagradzający, w który wpisane jest przede wszystkim nabożeństwo pierwszych sobót objawione w Pontevedra, pojawia się już w majowym objawieniu. Kolejne słowa, jakie słyszą dzieci, mówią właśnie o potrzebie wynagradzania: "Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośbę o nawrócenie grzeszników?". A kiedy mali wizjonerzy wyrażają zgodę, słyszą to, co rozbrzmiewa także w sercu każdego, kto odczytuje powyższe pytanie jako skierowane do siebie i kto mówi Maryi swoje "tak". Matka Boża ogłasza Łucji, Franciszkowi, Hiacyncie i każdemu z nas: "Będziecie musieli wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą". I od razu zapewnia, że takie życie przyniesie niezwykłe owoce, jeśli będzie powiązane z Różańcem: "Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny". Już w 1917 r. chodziło o coś więcej niż o zakończenie pierwszej wojny światowej, na co - patrząc po ludzku - nie było wtedy żadnej nadziei. Ciekawe, że Matka Najświętsza, mówiąc o końcu wojny, wspomniała najpierw o pokoju, który możemy uzyskać za pomocą codziennego Różańca. Ten pokój oznacza coś więcej niż brak działań wojennych. Pokój to obecność Boga w świecie! Pokój to mająca w Nim źródło sprawiedliwość, solidarność i zgoda: przede wszystkim w naszych rodzinach, ale także w ojczyźnie. Zaś dziś "koniec wojny", o którym mówi Maryja, to kres zagrożeń, jakie przynosi obecna bezbożna cywilizacja promująca "życie tak, jakby Boga nie było" (Jan Paweł II).

Wincenty Łaszewski

Źródło: [link widoczny dla zalogowanych], 13-14 października 2007 r.


Ostatnio zmieniony przez Łukasz L. dnia Nie 8:45, 24 Lut 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Łukasz L.
Gość





PostWysłany: Wto 3:03, 19 Lut 2008    Temat postu:

13 czerwca 1917 r.
"Aby ludzie mnie poznali i pokochali"


"Chcę, żebyście przyszli tutaj dnia trzynastego przyszłego miesiąca, żebyście codziennie odmawiali różaniec i nauczyli się czytać. Następnie powiem wam, czego chcę. Hiacyntę i Franciszka zabiorę niedługo. Ty jednak zostaniesz tu przez jakiś czas. Jezus chce posłużyć się tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali. Chciałabym ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Nie trać odwagi. Nigdy cię nie opuszczę. Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która zaprowadzi cię do Boga".

Gdyby Fatima zakończyła się w maju 1917 r. i tak przeszłaby do historii jako niezwykle ważne przesłanie z Nieba. Ale objawienie z 13 maja było zaledwie zapowiedzią tego, co Bóg chciał podarować światu. W środę, 13 czerwca, kiedy wszyscy mieszkańcy parafii fatimskiej szli bawić się na odpuście św. Antoniego, trójka naszych dzieci podjęła niełatwą decyzję: postanowiły ofiarować Bogu - jak prosiła Matka Najświętsza! - radości płynące z odpustowej zabawy i zamiast do wypełnionej roztańczonym tłumem Fatimy wyruszyć do samotnej Cova da Iria. Ale tam spotkała je radość największa, z którą nie sposób porównać żadnej z ziemskich pociech: dzieci ujrzały Maryję; więcej, dwoje z nich usłyszało, że niedługo pójdą do Nieba, a nawet to, że sama Matka Boża je tam zabierze! Trzecia, Łucja, usłyszała: "Ty zostaniesz tu przez jakiś czas. Jezus chce posłużyć się tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali. Chciałabym ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca". Czy wielu z nas, słysząc te słowa, nie odniesie ich do siebie? Jeśli je tak odczyta, a uczyni to na głębokiej modlitwie, będzie miało rację! Odczytajmy też jako skierowane do siebie kolejne słowa Maryi: "Nie trać odwagi. Nigdy cię nie opuszczę. Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która zaprowadzi cię do Boga".
Wówczas udziałem dzieci stało się niezwykłe doświadczenie. Łucja odnotowała we wspomnieniach: "W tej chwili, gdy wypowiadała te ostatnie słowa, otworzyła swoje dłonie i przekazała nam powtórnie blask tego niezmiernego światła. W nim widzieliśmy się, jak gdyby pogrążeni w Bogu. Hiacynta i Franciszek wydawali się stać w tej części światła, które wznosiło się do nieba, ja w tej, które się rozprzestrzeniało na ziemię". Spróbujmy odczytać te słowa w kontekście innej wypowiedzi Łucji, piszącej o tym, że na koniec objawienia Maryja zaczynała unosić się ku wschodowi, a "światło, które Ją otaczało, zdawało się torować Jej drogę do przestworza niebieskiego". Hiacynta i Franciszek mają pójść do Nieba, a drogę utoruje im to samo światło, które otaczało Matkę Najświętszą. Jest to sam Bóg obecny w swojej łasce! Jakże ważna to dla nas wskazówka w kontekście obietnicy związanej z nabożeństwem pierwszych sobót: że w godzinę śmierci Maryja przyjdzie do nas ze wszystkimi łaskami potrzebnymi do naszego zbawienia. Ona stanie przy nas, otoczona światłem łaski Bożej, a ten blask utoruje nam drogę do Nieba!
Na razie jednak utożsamiamy się bardziej z Łucją i pytamy o receptę na skuteczny apostolat. Znowu odpowiedź przynosi nam owo silne światło promieniujące z Maryi. Dla Łucji było ono światłem torującym jej drogę do całego świata. Jeśli mamy owocnie działać dla Maryi, trzeba nam stanąć blisko Niej (dzieci stały tak blisko, że gdyby Matka Najświętsza wyciągnęła ku nim ręce, one mogłyby je uchwycić!), w kręgu Jej światła i zacząć żyć w łasce Bożej. Wówczas Matka Boża sprawi, że Jej blask będzie otwierał przed nami ludzkie serca, jak na koniec otworzy nam Niebo!
To właśnie wówczas, gdy dzieci znalazły się kręgu Boskiego światła, Maryja objawiła im swe Niepokalane Serce otoczone cierniami i pozwoliła im zrozumieć, że "było to Niepokalane Serce Maryi, znieważane przez grzechy ludzkości, które pragnęło zadośćuczynienia". Jakby tę prawdę o bolejącym Sercu Matki możemy w pełni pojąć tylko wówczas, gdy znajdziemy się w blasku Bożym, jaki bije od Matki Najświętszej. Może właśnie dlatego tak bardzo potrzebujemy owego pierwszosobotniego zaproszenia do wejścia w krąg łaski otaczającej Maryję i uczestniczenia w Jej osobistym rozmyślaniu nad tajemnicami zbawienia. Może dla wielu z nas właśnie pierwsze soboty stanowią okazję, by - nawet bez słów, bo i omawiane objawienie Niepokalanego Serca Maryi było ich pozbawione - pojąć prawdę o konieczności wynagradzania za grzechy współczesnego świata...

Wincenty Łaszewski

Źródło: [link widoczny dla zalogowanych], 13-14 października 2007 r.


Ostatnio zmieniony przez Łukasz L. dnia Nie 8:45, 24 Lut 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Łukasz L.
Gość





PostWysłany: Wto 3:03, 19 Lut 2008    Temat postu:

13 lipca 1917 r.
"Ofiarujcie się za grzeszników"


fot. arch.

"Chcę, żebyście przyszli tutaj dnia trzynastego przyszłego miesiąca, żebyście nadal codziennie odmawiali Różaniec na cześć Matki Bożej Różańcowej, by wyprosić pokój na świecie i zakończenie wojny, bo tylko Ona może te łaski uzyskać.
Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.
Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Aby je uratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli zrobi się to, co wam powiem, wielu zostanie przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie. Wojna zbliża się ku końcowi, ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga wojna, gorsza. Kiedy pewnej nocy ujrzycie nieznane światło, wiedzcie, że jest to wielki znak od Boga, iż zbliża się kara na świat za liczne jego zbrodnie. Będzie wojna, głód, prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego. Aby temu zapobiec, przybędę, aby prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i nastanie pokój. Jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć, różne narody zginą. Na koniec moje Niepokalane Serce zatryumfuje i przez pewien czas zapanuje pokój na świecie. W Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary...".


"Po dwóch częściach, które już przedstawiłam, zobaczyliśmy po lewej stronie naszej Pani nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się, wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Naszej Pani w jego kierunku. Anioł, wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: 'Pokuta, Pokuta, Pokuta!'. I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg 'coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim', Biskupa odzianego w biel, mieliśmy przeczucie, że to jest Ojciec Święty. Wielu innych biskupów, kapłanów, zakonników i zakonnic, wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą. Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze. Doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, zabity został przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji. Pod dwoma ramionami Krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew Męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga".

"Kiedy odmawiacie Różaniec, mówcie po każdej tajemnicy: O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twego miłosierdzia".

Wkraczamy w upalne portugalskie lato. Jest piątek, 13 lipca. Piątek to dzień męki Zbawiciela, czas postu i pokuty, dla wielu chwila rozmyślania o rzeczach ostatecznych. W ten nurt pobożności Kościoła wchodzi ze swym kolejnym objawieniem Matka Najświętsza. Jakby przywołując znaczenie ofiary swego Syna, zaprasza wizjonerów pod Krzyż, by i oni uczestniczyli w zbawczej męce Chrystusa. Rozlegają się słowa, które zostały skierowane do Łucji, Franciszka, Hiacynty, a dziś również do nas: "Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi". To samo powtórzy Maryja w niedzielę, 19 sierpnia: "Módlcie się, módlcie się wiele, czyńcie ofiary za grzeszników, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, nie mają bowiem nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił".
A potem wizjonerzy oglądają piekło pełne potępionych. A potem słyszą, że wielu idzie na wieczne potępienie. Ale - dodaje od razu Matka Najświętsza - wszystko może się zmienić. Piekło może przestać się napełniać, wojny mogą ustać, prześladowania się skończyć. Po piątku, godzinie zbawczego cierpienia, nadejdzie sobota - dzień Maryi, przygotowujący dzień radości i pokoju, jakie niesie ze sobą zwycięstwo Maryi. Tak, Maryja ogłasza, że ratunkiem jest Jej Niepokalane Serce. Mówi, że "aby uratować ludzi przed piekłem, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca". Zaraz dodaje: "Aby temu [wiecznemu potępieniu wielu ludzi, wojnom, prześladowaniom] zapobiec, przybędę, aby prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię Świętą wynagradzającą w pierwsze soboty".
Tak oto po raz pierwszy Fatima wkracza w sferę polityki. Wkracza w sposób niezwykły, jak czymś niezwykłym jest sama wzmianka o Rosji w orędziu z Cova da Iria. Niezwykłość polega na tym, że słowa o imperium moskiewskim padają w małej portugalskiej osadzie - na drugim końcu europejskiego świata, gdzie brzmiały one zupełnie obco i abstrakcyjnie. Więcej, dla pastuszków było to pojęcie tak nieznane, że Łucja myślała, iż "Rosja" to jakaś wielka grzesznica, za którą Maryja poleca się modlić, by się nawróciła, a według Franciszka był to pewien krnąbrny osioł z sąsiedztwa, który miał imię brzmiące bardzo podobnie do "Rosji". To, że w objawieniach fatimskich pojawił się ten polityczny element, stanowi dowód nadprzyrodzonego pochodzenia orędzia. Przecież żadne z wizjonerów - niechodzących do szkoły i będących analfabetami - nie mogło nic wiedzieć o Rosji ani o jej błędach, które niebawem miały opanować połowę ziemi. A jednak mówią o tym. Powtarzają słowa Maryi, których same nie rozumieją.
Niezwykłość fatimskiej wzmianki o Rosji wynika też z dziwnej zbieżności dat. Fatima i komunizm narodziły się w tym samym czasie! Pierwsze dla pomnażania wiary i miłości, dla składania ofiar Bogu, by ratować grzeszników, drugie - dla upowszechniania ateizmu i nienawiści, dla kultywowania egoizmu, łamania wszelkich zasad moralnych, torturowania i zabijania dziesiątków milionów ludzi. W 1917 roku Fatima i Rosja stają w kręgu tego samego zasadniczego pytania dotyczącego najważniejszej decyzji, która rozstrzyga o losach świata: Czy człowiek opowie się za Bogiem, czy przeciw Bogu? Pokorna Fatima przynosi odpowiedź "tak dla Boga", dumna Rosja ogłasza "nie dla tego, co Boże". Rosja stała się uosobieniem zła, szatana, drogi prowadzącej ku potępieniu. Ale umieszczenie Rosji w orędziu fatimskim okazuje się ostatecznie czymś pozytywnym! I to chyba największe zaskoczenie dla nas...
Pomyślmy przez chwilę. Czy Polska - kraj wielkich krzywd i społecznych niesprawiedliwości, kraj niedotrzymanych obietnic złożonych uroczyście Matce Bożej - jest lepsza od Rosji? Czy jest lepsza Holandia - kraj eutanazji, związków homoseksualnych, legalnych narkotyków? A może Francja - kraj, w którym Jan Paweł II wołał: "Francjo, co uczyniłaś ze swoim chrztem?". Albo Stany Zjednoczone - kraj milionów aborcji? Nie, ani Polska, ani Niemcy, ani Holandia, ani Francja, ani Ameryka nie są lepsze od Rosji. Ale Matka Boża nie powiedziała, że kraje te się nawrócą. Także o naszym nawróceniu Fatima milczy. Wyróżnienie dotknęło tylko Rosję. Mamy jej czego zazdrościć.
Na szczęście Matka Najświętsza pozostawia jeszcze swą wielką obietnicę dotyczącą nas wszystkich: "Na koniec moje Niepokalane Serce zatryumfuje i przez pewien czas zapanuje pokój na świecie".
Żyjemy tą obietnicą, która zacznie się wypełniać najpierw w ludzkich serach. Bo drogą Fatimy jest serce: Niepokalane Serce Maryi i nasze serca. Wiemy już, że godzinę jej spełnienia przybliża nasza serdeczna modlitwa różańcowa, nasze serdeczne ofiary złożone w intencji wynagradzania za grzechy i wielka pokuta, o której czytamy w trzeciej części przekazanej dzieciom tajemnicy ("Anioł, wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: 'Pokuta, Pokuta, Pokuta!'"). Dołączamy w ten sposób do wielkiej rzeszy męczenników i świętych, których zasługi przywołują tę Boską nadzieję majaczącą na horyzoncie dziejów. Dzięki ich ofierze i naszemu zaangażowaniu stoimy już na progu zapowiadanej przez Jana Pawła II "cywilizacji miłości", pojawienia się opisywanego przez Siostrę Łucję "nowego pokolenia, które zmiażdży głowę węża", ogłoszonego w Fatimie "triumfu Niepokalanego Serca Maryi".
Ale - zauważmy - Fatima mówi o powstaniu "nowego pokolenia", na które złożą się ludzie z wielu narodów. Nie ma tam jednak mowy o nawróceniu ich ojczyzn...

Wincenty Łaszewski

Źródło: [link widoczny dla zalogowanych], 13-14 października 2007 r.


Ostatnio zmieniony przez Łukasz L. dnia Nie 8:45, 24 Lut 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Łukasz L.
Gość





PostWysłany: Wto 3:03, 19 Lut 2008    Temat postu:

13 i 19 sierpnia 1917 r.
"Uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli"


fot. A. Witkowska

"Chcę, abyście nadal przychodzili do Cova da Iria trzynastego dnia miesiąca i codziennie odmawiali Różaniec. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli.
Módlcie się, módlcie się wiele, czyńcie ofiary za grzeszników, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, nie mają bowiem nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił".


Mijają kolejne dni, które w życiu pastuszków przypominają zegarową tarczę; tu mamy jednak nie dwanaście, ale trzydzieści cyfr. Gdy wybije dzień trzydziesty, czas wchodzi w swą pełnię i na kilka chwil Niebo opiera swą dłoń o ziemię, a małym dzieciom ukazuje się Matka Najświętsza. I choć ten zegar tyka zawsze tak samo, to jednak dla dzieci czas mierzony tak samo wygląda inaczej. Wizja piekła zmieniła ich życie na zawsze. Kolor owego zegara jest... No właśnie, jaki on jest? Czy czarny, przepojony pesymizmem - wszak bardzo wiele dusz idzie na potępienie, a Matka Boża jest taka smutna? Nie, życie dzieci zostało nasączone czerwoną barwą - dodajmy, że niewidoczną dla postronnych. Kolor ten widać tylko z Nieba. Czy nie taka właśnie reguła obowiązuje w życiu duchowym? Czy prawdziwe cnoty nie są ukryte przed ludźmi, a wielkość przybiera postać uniżenia? Spójrzmy na bohaterkę objawień fatimskich. Dziś władczyni Nieba i Ziemi, chodząc po Nazarecie, choć Niepokalana, nikomu nie rzucała się w oczy. Gdy Jej Syn nawiedzi rodzinne miasto, jego mieszkańcy będą pytać powątpiewając: "Czyż nie jest to Syn Józefa? I czy nie znamy Jego Matki?". Gdyby Maryja była niezwykła, łatwo byłoby uwierzyć w wyjątkowość Jezusa. Tymczasem Matka Boża niczym nie różniła się od innych niewiast galilejskich. Była zwykłym człowiekiem - gdy patrzyło się na Nią z ziemi. Ale nie z Nieba. Oglądana stamtąd była niezwykłą, jedyną, najświętszą, przyciągającą Boga tak silnie, że faktem mogło się stać Boże Wcielenie!
Podobnie było z pastuszkami. Przybywający coraz liczniej pielgrzymi (wśród nich agenci władz, myślący, jak ośmieszyć Maryjne objawienia) nie dostrzegali w Hiacyncie, Franciszku i Łucji niczego szczególnego. Ale ich czas miał inną barwę: był intensywnie czerwony. Kolor ten oznacza miłość i ofiarę... Taka właśnie dominanta królowała w fatimskich dzieciach.
"O mój Jezu - powtarzały każdego dnia - przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do Nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twego miłosierdzia".
Ta modlitwa to streszczenie duchowości pastuszków i drogowskaz dla wszystkich idących ku Niebu fatimską drogą. Najpierw umacnia ona w nas pokorę, mówi, że jesteśmy grzeszni, że zasługujemy na karę, aż po tę największą, ostateczną, jaką jest potępienie. Ale zaraz na tej pokorze wznosi się wielka modlitwa za - jak pisała Siostra Łucja w swym niedokończonym dziele, w "Przesłaniu z Fatimy" - "dusze, które znajdują się w największym niebezpieczeństwie potępienia, czyli dusze będące w stanie grzechu śmiertelnego i ostatecznego braku skruchy, które nie pragną żałować za grzechy ani prosić Boga o wybaczenie, dusze uporczywie obstające przy złu". To ich trzeba najbardziej kochać, najczęściej o nich myśleć, najwięcej składać ofiar i najwięcej zanosić modlitw.
Dzień po dniu wizjonerzy ratują dusze. Są gotowi do coraz nowszych ofiar. Pragnienie ocalenia grzeszników tak ich rozpala, że są gotowi na wszystko. A za chwilę Bóg da im sposobność do zweryfikowania czy ta żarliwość jest tylko poranną mgiełką, którą rozproszy pierwsza pokusa, pierwsza przeszkoda, pierwsza próba, czy też jest to prawdziwy fundament ich duchowego życia.
Nie, dzieci zdadzą każdy, nawet najtrudniejszy egzamin. Przecież było w nich tak wiele łask! Po latach Siostra Łucja wspomina: "By nie zabrakło im łaski Bożej, aby nie osłabli, Pan zanurzył ich w Świetle swojego ogromnego Jestestwa, którego blask zalewa mnie, przyciąga mnie i obejmuje mnie. Gdziekolwiek zechce to Światło pójść, pragnę podążać za Nim, pragnę Je wielbić, pragnę Mu służyć i miłować Je, być dla Niego Hostią wiecznej chwały! Niczego więcej nie pragnę, niczego więcej nie pożądam. (...) W ten sposób Bóg staje się moim mieszkaniem, moją Świątynią, Życiem mojego życia oraz Jestestwem mojego jestestwa. Bez Niego nie istnieję. Od Niego otrzymałam istnienie, aby miłować Go, służyć Mu, wielbić z wiarą, nadzieją i ufnością, w pełnym oddaniu siebie Jego miłości do mnie". Czy ktoś tak napełniony mocami Bożymi może ulec ludzkim naciskom? Nie, nie może. Nawet jeśli na ich widok dziecięce serca zamierają ze strachu...
W dniu 13 sierpnia ludzie udaremnili Matce Najświętszej spotkanie z dziećmi. To nie jedyny tego rodzaju przypadek w historii objawień (przypomnijmy sobie Lourdes), ale skrajnie jaskrawy. Oto na scenie pojawia się Artur de Oliveira Santos, mason sprawujący urząd administratora Vila Nova de Ourem, zawzięty wróg Boga i Jego Matki - człowiek będący ucieleśnieniem tych, o których mówi przesłane z Fatimy: dusz, które najbardziej potrzebują miłosierdzia Bożego.
W dniu 13 sierpnia 1917 r. na miejscu objawień zgromadziło się sześć tysięcy ludzi. To - jak pisała Siostra Łucja - ludzie "zmęczeni i rozczarowani materializmem i oszustwami tego świata przybiegali spragnieni w poszukiwaniu nadprzyrodzonego Boga". Dziś to samo zmęczenie i głód ożywiają w ludziach pragnienie spotkania z Niebem w miejscach objawień, na rekolekcjach, w lekturach, które pisane były z uchem przy sercu Bożym. Jakie to uczucie, kiedy spotyka nas zawód? Najczęściej jest to gniew. Nawet jeśli jest bezsilny, z czasem staje się niebezpieczny. Ten, jaki obudził się w ludziach 13 sierpnia, stał się niebezpieczny już po tygodniu. Dlatego administrator odwozi dzieci na werandę plebanii w czasie, gdy ludzie gromadzą się w kościele. Chce, by wszyscy zobaczyli, że dzieci powróciły całe i zdrowie, że wszystko wróciło do normy. To było 19 sierpnia, w niedzielę, w dniu, w którym wspominamy czwarte objawienie fatimskie.
Przypadło ono 19 sierpnia, bo do wcześniejszego spotkania zaplanowanego przez Niebo nie doszło. Maryja przybyła z Nieba, ale nie zastała swoich małych wybrańców. Dzieci porwały siły zła... Tamtego dnia nastąpiła pierwsza konfrontacja sił Nieba i Ziemi na polu objawień fatimskich. Potem będą następne. Bo - jak wspomina Siostra Łucja - "kiedy ludzie pragną zwyciężyć przeciwnika, przygotowują narzędzia wojny. Natomiast Bóg przygotowuje narzędzia pokoju, modlitwy i poświęcenia...". Te jak magnes przyciągają nieprzyjaciela, aby pokonać w nim zło i postawić na drodze zbawienia. Wróg naszego zbawienia atakuje, ale nawet nie wie, że ta konfrontacja została wpisana w odwieczny plan Boży. Kiedy szatan atakuje świętych, traci władzę nad światem, a Królestwo Niebieskie rozrasta się jak drzewo. Bo wizjonerka pisze dalej: "Narzędzia te torują trudne ścieżki życia, stąpają po cierniach, wspinają się po stromym zboczu Kalwarii, stawiając swoje stopy po śladach pozostawionych przez Pana na drodze, którą szedł". To droga współzbawiania świata... Ale nie sądźmy, że Bóg tego chce. Nie, Bóg z pewnością nie zaplanował ani nie chciał tego, co stało się 13 sierpnia 1917 r. w Fatimie. To zło samo zostało przyciągnięte przez dobro tych dzieci. Jakie musiało być piękno duchowe, jaka żarliwość ich miłości i wielość ich ofiary, skoro uderzyło w nich takie zło!
Kiedy Matka Boża stawiła się na umówione z wizjonerami spotkanie, w Dolinie Pokoju nie było Łucji, Franciszka i Hiacynty. Na godzinę przed rozpoczęciem czwartego objawienia Artur de Oliveira Santos uprowadził dzieci do miasta. Był owładnięty diabelską gorliwością. Chciał wysunąć się przed szereg, pokazać się jako skuteczny, odważny i bezwzględny członek masońskiej loży. Śnił mu się awans? A może temu małemu człowiekowi przyświecała tylko nienawiść, to uczucie, które budzi się w człowieku, kiedy nienazywalna tęsknota jego serca za Bogiem staje się tak silna, że trzeba zadać kłam samemu przedmiotowi tęsknoty i udowodnić, że Boga nie ma?! Ale, skoro Boga nie ma, nie ma też sekretu fatimskiego. Dlaczego więc biedny Artur pytał o jego treść? Sam doprowadził siebie do absurdu...
Nic nie było w stanie pokonać łaski, jaka zamieszkała w małych fatimskich dzieciach. Nie pomogły groźby, wtrącenie do więzienia z pospolitymi przestępcami, bo dla dzieci była to okazja do ich nawracania. Nie pomogła przebiegła inscenizacja wrzucania kolejnych dzieci do kotła z wrzącym olejem. Hiacynta, Franciszek i Łucja płakali i drżeli ze strachu, ale Boga nie opuścili. W końcu Artur de Oliveira Santos musiał przyznać się do porażki. Odwiózł dzieci do Fatimy.
Matka Boża nie rozciągała cezury czasu. Ludzie opóźnili spotkanie, ale Ona go nie opóźni. Była tak "niecierpliwa", że nie czekała na to, by dzieci pojawiły się znowu w Cova da Iria. Pewnie byłyby tam już nazajutrz, ale dla Maryi to było zbyt późno. Nie czekała nawet na to, by wizjonerzy byli razem. Gdy tylko Łucja i Franciszek poprowadzili owce na wypas, gdy znaleźli się poza wioską, stanęła przed nimi.
Mason chciał ośmieszyć objawienia Matki Najświętszej i wydobyć od dzieci powierzony im przez Maryję sekret. Wszystko na próżno. Udało mu się to tylko, że sierpniowe objawienie fatimskie miało miejsce w innym dniu, w innym miejscu i bez sześciu tysięcy świadków...
Można by sądzić, że to niewiele, gdyby nie słowa Maryi o skutkach czynu administratora. W spóźnionym objawieniu Maryja powiedziała, że działania jednego człowieka, który wystąpił przeciwko Niej, pociągnęły za sobą poważne konsekwencje. Hiacynta przytacza Jej słowa: "Jeśli nie zostalibyśmy zabrani do Ourem, cud [w październiku] byłby wiele większy. Przyszedłby św. Józef z Dzieciątkiem, aby obdarzyć świat pokojem. Zbawiciel pobłogosławiłby lud. Matka Boża Różańcowa ukazałaby się z dwoma aniołami po bokach. Matka Boża Bolesna przyszłaby ozdobiona wieńcem kwiatów".
Pytamy: Jaki byłby, gdyby administrator tamtejszego rejonu, mason, nie wystąpił przeciwko Bogu i Jego Matce? Jak wielki byłby ten cud, "aby wszyscy uwierzyli", skoro, choć pomniejszony, był tak spektakularny, że rzucił na kolana ponad 70 tys. zebranych na miejscu objawień, że nawrócił wszystkich tam obecnych niedowiarków i wrogów Kościoła? Ale możemy też zadać inne pytanie: Czy podobnej tamy dla Bożych łask nie robi wielu z nas dziś...? Skoro jeden zły człowiek popełniający jeden zły czyn może tak bardzo zamknąć Niebo...
Jakby komentując bezbożny postępek administratora, w sierpniowym objawieniu Maryja zawarła swe najbardziej tragiczne przesłanie: "Wiele dusz idzie na wieczne potępienie". Moc zła jest tak potężna, że nie tylko potrafi wysuszyć wiele strumieni łask, ale i groźbę potępienia może uczynić rzeczywistością. Zło popełnione przez jednego człowieka może wpływać na losy całych narodów; może też zepchnąć wielu ludzi do piekła. Maryja ukazała to na przykładzie jednego człowieka, który walczy z Bogiem. Takie skutki miał czyn pana de Oliveira Santos, ale podobne może mieć grzech każdego pana Kowalskiego i pani Kowalskiej.
W tym samym sierpniowym objawieniu Maryja przekazała dzieciom lekarstwo na zło: "Chcę, byście odmawiali Różaniec...". To właśnie on miał sprawić, że podczas ostatniego objawienia dokonał się jednak zapowiedziany cud. I choć mniejszy, on również był w stanie pchnąć świat na nowe tory...
Bo mimo potęgi zła ostatecznie zwycięża jednak dobro.
Jesteśmy odpowiedzialni za świat. Przez swoje dobre czyny, przez ofiary, akty zadośćuczynienia i modlitwę mamy wielki wpływ na jego losy. Radujmy się, bo możemy przyspieszyć godzinę triumfu Niepokalanego Serca Maryi, przybliżyć nadejście wiosny chrześcijaństwa i cywilizacji miłości. Ale pamiętajmy, że swym życiem możemy też czas łaski oddalić i pomniejszyć.
Jeden człowiek może zmienić losy świata? Fatima zdaje się potwierdzać, że nasze dobre i złe czyny mają bezpośredni wpływ na to, co dzieje się nie tylko wokół nas, ale nawet w najdalszych zakątkach ziemi. Nasze grzechy pomniejszają wielkość łaski, jaką Bóg udziela światu. Czy nie o tym mówiły objawienia przy Rue du Bac w 1830 roku? Pamiętamy, że wiele pierścieni na palcach Matki Bożej nie promieniowało nieziemskim światłem... Maryja wyjaśniła: "Są to łaski, o które nikt nie prosi". A w jednym z objawień w Afryce Niepokalana Pani wołała: "Z całych sił muszę powstrzymywać strumienie łaski, bo nic nie czynicie, aby mi pomóc. Proszę was o pomoc, moi wybrańcy!".
Na koniec dodajmy jeszcze jedną uwagę. Sierpniowe objawienie w Valinhos dało nam wyraźny znak, że objawienia fatimskie nie są przywiązane do jednego miejsca. Niebo połączyło je ze swoimi wybrańcami: z Łucją, Franciszkiem i Hiacyntą. Objawienia, można rzec, idą za nimi - z Hiacyntą do Lizbony, z Franciszkiem do rodzinnego Aljustrel, z Łucją do Porto, Pontevedry, Tuy, Coimbry.

Wincenty Łaszewski

Źródło: [link widoczny dla zalogowanych], 13-14 października 2007 r.


Ostatnio zmieniony przez Łukasz L. dnia Nie 8:45, 24 Lut 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Łukasz L.
Gość





PostWysłany: Wto 3:04, 19 Lut 2008    Temat postu:

13 września 1917 r.
"Bóg jest zadowolony z waszych ofiar"


"Odmawiajcie w dalszym ciągu różaniec, aby uprosić zakończenie wojny. W październiku przybędzie Pan nasz, Matka Boża Bolesna i z Góry Karmel. Ukaże się św. Józef z Dzieciątkiem, aby pobłogosławić świat. Bóg jest zadowolony z waszych ofiar. Nie chce jednak, abyście w łóżku nosiły na sobie sznur pokutny. Noście go tylko w ciągu dnia".

Zainteresowanie Fatimą sięga szczytu. Jeszcze miesiąc temu można było oszacować liczbę pielgrzymów na sześć tysięcy, teraz jest to tak wielki tłum, że trudno się przez niego przecisnąć. Wypełnia on już drogę biegnącą z wioski Aljustrel do Fatimy i dalej do Cova da Iria, kłębi się wokół skalnego dębu, który Matka Najświętsza wybrała sobie na miejsce objawień. Ujawniają się znaki królestwa: Siostra Łucja spostrzega, że wszyscy są tu równi! Stoją ramię przy ramieniu ubodzy robotnicy, wieśniacy, także ci, których Łucja nazywała "zacnymi paniami i panami". Również oni przeciskali się przez tłum, by - padając na kolana przed dziećmi - błagać, aby przedstawiły Matce Bożej ich prośby. Nędzarze i bogacze prosili o to samo: o uzdrowienie z chorób i nawrócenie z grzechów. Kto nie mógł podejść blisko, wołał na całe gardło. Słychać było krzyki: "Na miłość Boską, proście Matkę Najświętszą, żeby mi uzdrowiła mojego syna, kalekę!". Jeszcze inni wołali: "Niech wyleczy moje niewidome dziecko!". "A moje jest głuche!". Jakiś kobiecy głos przebijał się przez ludzki zgiełk: "Niech Maryja przyprowadzi mi z wojny do domu męża i syna!". Inne: "Niech mi nawróci grzesznika!", "Niech mnie uzdrowi z gruźlicy!". Byli tacy, którzy krzyczeli z drzew albo z murków, które wznosiły się wzdłuż drogi. Setki, tysiące próśb...
Samej Łucji to, co się działo na drodze do Doliny Pokoju, "przypominało cudowne sceny, które zdarzały się w Palestynie, kiedy Jezus przechodził". 13 września jako dziecko przeżyła coś podobnego i - wspominając tamte chwile - nie mogła otrząsnąć się ze zdziwienia. "Dziękuję Bogu i ofiaruję Mu wiarę naszego dobrego portugalskiego ludu i myślę, że jeżeli ci ludzie padali na kolana przed trojgiem biednych dzieci jedynie dlatego, że z miłosierdzia Bożego doznały łaski rozmawiania z Matką Bożą, to co by dopiero zrobili, gdyby widzieli przed sobą samego Jezusa Chrystusa?".
Wielka była wiara tych ludzi we wstawienniczą moc Matki Bożej i Jej miłość do swoich dzieci. Ludzie byli pewni, że jeśli tylko Maryja usłyszy ich krzyk, nie pozostanie obojętna. Ona jest ich Matką i z pewnością im pomoże. Lud dobrze znał "Memorare" - modlitwę ułożoną przez św. Bernarda, która niejako upominała Maryję, by Ta zawsze pamiętała, że wysłuchuje zanoszonych do Niej próśb. "Pomnij, o Najświętsza Maryjo Panno, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy przyzywa, Ciebie o przyczynę prosi!". Rzeczywiście, nigdy nie słyszano, by Matka niebieska pozostawiła swe dziecko bez opieki i nie pomogła mu w trudnościach. Tylko nie zawsze to, co w naszych oczach jest ważne, jest ważne z perspektywy Nieba. Objawienia w Fatimie potwierdzają to, o czym przekonane są nasze serca: Maryja wszystkie prośby usłyszy, wszystkie przyjmie do swego Serca, na wszystkie odpowie. Ale okazuje się, że zaledwie na kilka odpowie zgodnie z oczekiwaniami tych, którzy proszą. Za chwilę Łucja będzie powtarzać Matce Najświętszej prośby przekazane jej przez pątników. Usłyszy odpowiedź, którą potem przekaże tłumowi: "Tak, kilku uzdrowię. Innych nie".
Zawsze zadajemy wówczas bolesne pytanie: Dlaczego tylko niektórych? Matka Najświętsza zdaje się dawać nam odpowiedź. To słowa o uzdrowieniu "kilku" chorych i o październikowym cudzie, aby "wszyscy" uwierzyli. "Tak, kilku uzdrowię, innych nie, w październiku uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli". Jak wyraźną kreśli Maryja granicę pomiędzy znaczeniem fizycznych uzdrowień i otrzymaniem łaski wiary. Zdrowie jest gotowa przywrócić kilku ludziom, ale wiarą chce obdarzyć każdego! To jest ważne w Fatimie. Liczy się wiara, nie zdrowie. Nie jest w planach Bożych zdejmowanie z naszych barków wszystkich krzyży.
Cuda Jezusa (i Kościoła) są znakami mającymi zwrócić naszą uwagę na to, czym w swej istocie jest chrześcijaństwo, owa "nowa nauka z mocą". Nasza wiara mówi nie o doczesności, lecz o wieczności. Tłumaczy, że trzeba żyć na ziemi jak przechodzień, bo nie tu jest miejsce naszego stałego zameldowania. Wyjaśnia, że wszystko, co jest naszym udziałem na świecie, może stać się narzędziem dobra i służyć temu, co jako jedyne się liczy z perspektywy wieczności. Zbawieniu może służyć i cierpienie, i radość, i choroba, i pełnia sił, i praca, i wypoczynek. Wszystko powinno służyć naszemu uświęceniu, naszemu zjednoczeniu z Bogiem.
Maryja chce, abyśmy ze wszystkiego zrobili użytek. Pamiętamy Jej słowa: "Ze wszystkiego składajcie ofiary, by wyjednać nawrócenie grzeszników".
Powróćmy jednak do tego, co się działo 13 września w Fatimie. Kiedy dzieci dotarły w końcu do skalnego dębu, zaczęły odmawiać Różaniec. A tłum razem z nimi. Modlitwa ta jak wielki klucz otworzyła znowu Niebo. W jego wrotach błysnęło światło i po chwili Maryja, opuściwszy krainę wiecznej szczęśliwości, stanęła wśród tych, którzy żyją jeszcze, "jęcząc i płacząc na tym łez padole". Jakby nawiązując do odmawianego Różańca, ogłosiła, że nie tylko otwiera on Niebo, lecz także ma moc porządkowania świata. "Odmawiajcie w dalszym ciągu różaniec, żeby uprosić koniec wojny". W przedostatnim objawieniu mówi tylko trzy zdania. Jedno o Różańcu, drugie o tym, jak będzie wyglądało pożegnanie, które nastąpi już za miesiąc. Mówi, że do Cova da Iria przybędą Jezus, Matka Boża Bolesna i z Góry Karmel oraz św. Józef z Dzieciątkiem. Wówczas Pan pobłogosławi świat. Trzecie zdanie skierowane jest do samych wizjonerów. Maryja zapewnia, że Bóg jest zadowolony z ich ofiar, ale poleca, by powrozy, jakimi ściskają ciało, zdejmowali na noc.
Czego dotyczą te słowa Matki Najświętszej? Wiemy, jak zareagowały dzieci na orędzie przekazane im przez Maryję. Ich odpowiedzią na błaganie Matki Bożej był codzienny Różaniec, odmawianie sobie posiłków, niepicie wody w upalne portugalskie lato, składanie ofiary ze wszystkiego, co niosło dziecięce życie. Franciszek, Hiacynta i Łucja dali Matce Najświętszej nawet coś ponad to, co proponuje duchowość fatimska: nie tylko korzystały z nadarzających się okazji do przyjmowania cierpień w intencji zadośćuczynienia, ale także wymyśliły sobie dodatkową pokutę. Kilka dni po objawieniu w Valinhos kiedy szły z owcami, Łucja znalazła na drodze kawałek konopnego sznura od wozu. Podniosła go i dla żartu owinęła nim ramię. Kiedy zauważyła, że sprawia on dotkliwy ból, powiedziała do kuzynów: "Słuchajcie, to boli. Moglibyśmy się nim wiązać i nosić na sobie jako umartwienie z miłości do Jezusa". Dzieci przecięły sznur na trzy części i owinęły nim swoje biodra. "Czy to grubość i szorstkość sznura była temu winna, a może dlatego, że za mocno go związaliśmy, w każdym razie ten rodzaj pokuty sprawiał nam okropny ból" - wspomina Siostra Łucja. Hiacynta często nie mogła powstrzymać łez, ale nie chciała go zdjąć. "Nie, nie chcę go zdjąć. Chcę złożyć tę ofiarę Panu Jezusowi na zadośćuczynienie i za nawrócenie grzeszników".
Dzieci nosiły szorstkie konopne sznury aż do śmierci (sznur pokutny towarzyszył Łucji dzień po dniu 88 lat!). Fatimskie dzieci kochały tak gorąco, że ich miłość przekroczyła granice rozsądku. Można rzecz, że kochały za bardzo! Matka Boża musiała je upomnieć, by te sznury nosiły tylko w dzień, a na noc je zdejmowały. "Posłuchaliśmy dokładnie Jej rozkazów" - pisze Siostra Łucja. Dla najgorliwszych z nas jest to może arcyważna wskazówka: z jednej strony Matka Najświętsza akceptuje tradycyjne formy radykalnej pokuty, z drugiej zaś wyznacza naszej gorliwości pewne ramy. W którym miejscu biegnie ta nieprzekraczalna granica? Tego nie wiemy, wiemy natomiast, że trzeba dać siebie z miłości tak wiele, aż Maryja powie: "Za dużo". Jeśli tego nie usłyszymy (z głębi naszego sumienia, od spowiednika, od Maryi podczas rozmyślania), wciąż nie będzie dość!
Krótkie to objawienie. Pochylający się nad historią Fatimy zazwyczaj z wydarzeń sierpniowych przechodzą od razu do tego, co wydarzyło się w październiku. Nie zauważają, że wrześniowemu objawieniu towarzyszyły dziwne znaki, jakby stanowiące preludium tego, co miało nastąpić za miesiąc. Oto jedno z wrześniowych świadectw:
"Ziemia pokryta była krzewami, rosło na niej kilka niewielkich drzewek i - miejscowym zwyczajem - dzieliły ją kamienne murki, które wytyczały własnościowe granice lub powstawały w sposób naturalny przy oczyszczaniu gruntu. Aby lepiej wszystko widzieć, weszliśmy na jeden z nich, znajdujący się dokładnie pomiędzy miejscem objawienia a dzisiejszym usytuowaniem kościoła. W dole widzieliśmy zebranych ludzi. Małych pastuszków nie było prawie widać. Na początku niczego właściwie nie zauważyłem i dopiero po zakończeniu objawienia spojrzałem w niebo. Zobaczyłem jakby świetlisty globus unoszący się nad ziemią. Przesunął się on jeszcze trochę ku zachodowi, po czym znów oderwał się od horyzontu i skierował ku słońcu. Byliśmy ogromnie poruszeni. Modliliśmy się żarliwie... Albo przedtem, albo potem, ale na pewno tego samego dnia, widzieliśmy - co prawda też nie wszyscy - jakby spadające płatki róży lub śnieg. Nie mogliśmy ich dotknąć, bo zanim spadły na ziemię, znikały. To wystarczyło, abyśmy nabrali przekonania, że całe zajście było Bożą sprawą".

Wincenty Łaszewski

Źródło: [link widoczny dla zalogowanych], 13-14 października 2007 r.


Ostatnio zmieniony przez Łukasz L. dnia Nie 8:46, 24 Lut 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Łukasz L.
Gość





PostWysłany: Wto 3:04, 19 Lut 2008    Temat postu:

13 października 1917 r.
"Nie obrażajcie więcej Boga"


"Chcę, żeby zbudowano tu kaplicę na moją cześć. Jestem Matką Bożą Różańcową. Nie przestawajcie odmawiać różańca. Wojna zbliża się ku końcowi i żołnierze wkrótce powrócą do domów. Nie obrażajcie więcej Boga, bo już i tak został bardzo obrażony".

Wszystko zaczęło się dzień wcześniej. Drogi do Fatimy wypełniły się ludźmi. Szli pieszo, jechali na furmankach, w powozach, posuwali się dwukółkami, było trochę luksusowych samochodów. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi wędrowało, by zobaczyć "cud". Ich celem było miejsce zapomniane, nieobecne na mapach, które Siostra Łucja definiuje krótko: "miejsce ostatnie".
Połowa października tamtego roku potwierdzała złą opinię o Fatimie. "Gdyby miało być wybrane przez ludzi, byłoby w pierwszej kolejności odrzucone" - pisze o tym miejscu Siostra Łucja w opublikowanym po jej śmierci dokumencie, który opuścił portugalską drukarnię latem tego roku. Fatima to "miejsce pozbawione jakiegokolwiek powabu, beż żadnego środka transportu, bez żadnego dachu, by dać schronienie dla ludzi przed upałem słońca czy ulewnymi deszczami w zimie, chłodem i burzami rozdartymi piorunami i błyskawicami, wilgocią nocy, świtami zimnymi i deszczowymi".
Rzeczywiście, 13 października Fatima powinna być przez ludzi "w pierwszej kolejności odrzucona". Zalegało w niej głębokie błoto, z nieba spływał obfity deszcz, było zimno i wilgotno. Wiał silny wiatr. Wszyscy i wszystko naokoło było przemoczone na wylot. Niebo było ciemne, pokryte chmurami zapowiadającymi dalsze opady. Po co iść? A idą tłumy, przybywają kolejne tysiące, dziesiątki tysięcy. Jest trochę żądnych sensacji, ale ten tłum to ludzie głodni Boga. Idą wbrew propagandzie, idą mimo kpin stojących przy drodze "wyzwolonych". Idą, choć rozeszła się pogłoska, że w momencie objawienia władze chcą zdetonować bombę. W południe miejsce objawienia staje się środkiem wielkiego ludzkiego kręgu. Im bliżej jego centrum, tym jest on gęstszy, dopiero na obwodzie jest lekko przerzedzony.
Pół godziny przed czasem wyznaczonym przez Matkę Bożą osią tego nieruchomego koła stały się fatimskie dzieci. Objawienie, którego udzieliło im Niebo, było krótkie. "'Czego Pani sobie ode mnie życzy?' 'Chcę ci powiedzieć, żeby zbudowano tu na moją cześć kaplicę. Jestem Matką Bożą Różańcową. Trzeba w dalszym ciągu odmawiać różaniec. Wojna się skończy i żołnierze powrócą wkrótce do domu'". Kiedy Łucja prosiła o uzdrowienie kilku chorych, usłyszała: "'Jednych tak, innych nie, muszą się poprawić. Niech proszą o przebaczenie swoich grzechów'. I ze smutnym wyrazem twarzy dodała: 'Niech ludzie już dłużej nie obrażają Boga grzechami, już i tak został bardzo obrażony'".
Tylko tyle. Maryja po raz ostatni rozchyliła szeroko ręce promieniujące w blasku słonecznym. Zaczęła odchodzić. Na pożegnanie ukazała dzieciom potrójną wizję: "Gdy się unosiła, Jej własny blask odbijał się od słońca. Kiedy zniknęła w nieskończonej odległości firmamentu, zobaczyliśmy po stronie słońca św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus i Matkę Bożą ubraną w bieli, w płaszczu niebieskim. Zdawało się, że św. Józef z Dzieciątkiem błogosławi świat ruchami ręki na kształt krzyża. Krótko potem ta wizja zniknęła i zobaczyliśmy Pana Jezusa z Matką Najświętszą. Miałam wrażenie, że jest to Matka Boża Bolesna. Pana Jezus wydawał się błogosławić świat w ten sposób jak św. Józef. Znikło i to widzenie i zdaje się, że jeszcze widziałam Matkę Bożą Karmelitańską".
W tym samym czasie ludzie otrzymali obiecany cud. Pisze jeden ze świadków: "Usłyszałem krzyk tysięcy głosów, więc spojrzałem na tłum. Ludzie stali odwróceni tyłem do miejsca, na którym dotąd skupiała się ich uwaga. Głowy mieli podniesione ku niebu". Patrzyli na słoneczny dysk "z ostro zarysowanym konturem, jasno świecący, ale nie rażący oczu".
To słońce zaczęło wirować wokół własnej osi, drżeć, tańczyć i bawić się kolorami światła. Oddajmy głos tam obecnym: "Podczas tego zjawiska słonecznego następowały zmiany koloru w atmosferze. Patrząc na słońce, zauważyłem, że wszystko wokół mnie jakby się ściemniło. Najpierw spojrzałem na przedmioty, które były w moim pobliżu, potem przeniosłem wzrok dalej, aż do horyzontu. Wszystko, jak okiem sięgnąć, miało kolor ametystu. Przestraszyłem się, że coś się stało z moimi spojówkami, więc odwróciłem się, zamknąłem oczy. Gdy ponownie spojrzałem na dysk słoneczny, zauważyłem, że atmosfera się rozjaśnia. Teraz wszystko przybrało zabarwienie żółte: i to, co było blisko, i to, co znajdowało się daleko. Wszystko było koloru ciemnożółtego adamaszku. Moja własna ręka także była żółtego koloru".
Nieoczekiwanie słońce "oderwało się od nieba i zygzakami zaczęło spadać w kierunku ziemi. Wszyscy płakali, czekając końca świata. Obok mnie stał niewierzący człowiek, który spędził całe przedpołudnie na ośmieszaniu pielgrzymów... Spojrzałem na niego. Stał jak sparaliżowany. Wzrok miał przykuty do słońca, a ciałem jego wstrząsały dreszcze. Potem padł na kolana, wzniósł ręce do nieba i wołał: 'Matko Boża! Matko Boża!'".
To był cud mający utwierdzić w ludziach wiarę w znaczenie orędzia z Fatimy. Nie zatrzymujemy się więc nad nim i od razu pytamy: W co mamy uwierzyć? Znamy odpowiedź: W przesłanie Matki Bożej Fatimskiej! Może zacząć trzeba nam od wsłuchania się w słowa zamykające objawienia; z perspektywy naszego czasu, który dla Fatimy z 1917 r. jest czasem przyszłym, ostatnie słowa wydają się drzwiami prowadzącymi w głąb orędzia. Tym bardziej że nawet dla samej Łucji były one najważniejsze: "Słowami, które najbardziej wyryły mi się w sercu podczas tego objawienia, była prośba Najświętszej Matki Niebieskiej: 'Nie obrażajcie więcej Pana Boga, jest już i tak bardzo obrażony'. Jaka skarga miłości, jaka czuła prośba. Tak pragnęłam, aby jej echo odbiło się na całym świecie i aby wszystkie dzieci Matki Niebieskiej usłyszały dźwięk Jej głosu".
Dziś znowu je słyszymy.

Wincenty Łaszewski

Źródło: [link widoczny dla zalogowanych], 13-14 października 2007 r.


Ostatnio zmieniony przez Łukasz L. dnia Nie 8:46, 24 Lut 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Sob 10:26, 23 Lut 2008    Temat postu:

W Fatimie Matka Boża pokazała nam drogę, która w sposób absolutnie pewny doprowadzi nas przed bramy nieba. Kto na nią wstąpi i będzie nią kroczył przed wszystkie dni, ten nie zbłądzi. W chwilach trudnych droga zamienia się w bezpieczny azyl, w biblijne miasto ucieczki, gdzie każdy grzesznik znajduje schronienie przed karą. To szlak Niepokalanego Serca Maryi. Niepokalane Serce Maryi jest doskonale świętą drogą, której grzech jest obcy.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum przeniesione Strona Główna -> Czytelnia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin